Dobra, no to zaczynając:
"napisz o tym jak to jest mieć zespół ;)"
Jest super. Można spełniać się jednocześnie spożywając nienaganne ilości alkoholu.
Najlepsze jest to, że sam fakt posiadania zespołu daje idealne usprawiedliwienie do upijania się w trzy dupy. No wyobraź sobie:
- No nie wiem, po prostu lubię i w ogóle
I co? Brzmi dobrze? To teraz dla odmiany:
- Ej stary, dlaczego Ty tyle pijesz?
- A wiesz, jestem wokalistą w zespole, grywam koncerty, mam za sobą wydaną płytę, niedługo wychodzi singiel. Muszę pić dużo, żeby być w tym wszystkim, wiesz, naturalny
10/10 #piwominati_confirmed
Dobra, w każdym razie to fajna odmiana dla bycia nudnym gościem, który ledwo co hit'nął osiemnasty rok życia. Niby ta, można grać w piłkę nożną, można grywać na pianinie, można jeździć konno i w ogóle robić te wszystkie rzeczy, które jednak jakaś większa część społeczeństwa robi.
Ale jednak nagrywanie płyt, pisanie tekstów, śpiewanie (w moim przypadku wydawanie z siebie dźwięków brzmiących jakbym był w trakcie procesu kastracji), granie koncertów dla 100+ osób to też całkiem fajna sprawa.
Poza tym samo pisanie tekstów, rozkminianie ich itd, żeby później móc je sobie puścić na słuchawkach w postaci gotowego utworu to zajebista sprawa. To tak jakbyś nie tyle co myślał, a słuchał swoich myśli bez konieczności myślenia w danym momencie.
No, i nic raczej nie pobije wyjścia na scenę dla stu ludzi, którzy przyszli po to, żebyś wyszedł dla nich na scenę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz