piątek, 19 grudnia 2014

Szkolne Podręczniki to śmieszna sprawa. Kupa inteligentnych i wykształconych ludzi siedzi na dupskach na wszystkich tych swoich edukacyjnych stanowiskach. Ci z wydawnictw, z ministerstwa edukacji i w ogóle ci wszyscy.

Poważnie nikt nie wpadł jeszcze na pomysł dania uczniom specjalnie zaprojektowanych tabletów, na które można byłoby po prostu wgrywać e-podręczniki? No tak, tableciwo to droga sprawa, a podręczniki są tańsze.

No kurwa ale nie co roku przez jedenaście lat.

Swoją drogą update'y tych wszystkich książek i ich treści też są totalnie zajebiste. Miałem rok temu książkę z niemieckiego, no i w tym roku (jako dumny kiblujący uczeń drugiej LO) mam książkę z niemieckiego. To same wydawnictwo, ale musiałem zakupić NOWĄ WERSJĘ

                                                                                    WIELKIE ZMIANY!

                                                                                WIĘKSZY ZAKRES MATERIAŁU!

                                                                                    WIĘCEJ WIEDZY!

To wszystko jest bardzo fajnie przedstawione ale to do chuja jest dokładnie ta sama książka, z tym, ze okładka trochę inna, pisze na niej "nowa wersja" i trochę pozmieniali to co jest na stronach. No, ale nie tak, że coś dodali, coś odjęli. Oni po prostu zmienili uszeregowanie tych samych tematów, więc temat "Nie umiem niemieckiego" jest teraz nie na 71 stronie, tylko na 32, cause fuck you, that's why

A czemu piszę o podręcznikach szkolnych? Bo mimo tego, że znalazłem na nie sposób (sprzedaję je w antykwariatach i mam na papierosy i piwo, co jakoś mnie mimo wszystko nie boli), to aż boli mnie gdzieś tam na dnie serduszka, że ludzie tak łatwo dają się robić w chuja, po czym po prostu stwierdzają "no trzeba to trzeba, co zrobisz Halina" :)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz