niedziela, 28 grudnia 2014

samoloty, lotniska, papyrosy




Czółko, wróciłem z Anglii i to jak ludzki nos sprawnie potrafi wyczuwać aromat cebuli jest nieprawdopodobne.

To będzie taki post wysokich lotów, sky is the limit, wow, samoloty, skrzydła, #Ikar_Dedal, przestworza, troposfera, kosmos, wow

Więc, za pozwoleniem (nie mam pojęcia czemu pytam o pozwolenie. Przecież to ja piszę i ja decyduję - nie Wy)

1.  Przylatując do Anglii witają mnie ludzie ubrani w granatowe kamizelki, białe koszule, płaszcze, wypastowane, całkiem ładne dyskontowe buty i ogólnie rzecz biorąc schodząc po schodach pozwalających mi wyjść z samolotu czuję się taki wow, jak biznesmen, osiemnastoletni, nieźle ubrany gość z lekkim zarostem mający jakiś tam cel, jakąś tam misję do wykonania, ale uwaga - nikt nie wie co to za misja, nikt nie wie kim jestem. Ja po prostu wyglądam fajnie, a ludzie się uśmiechają.

Przylatując do Polski (konkretnie na piękne, europejskie i nowoczesne lotnisko w Pyrzowicach (a więc właściwie Katowicach, ale nazwijmy inaczej, żeby miało inną nazwę, bo why not) witają mnie panowie w mundurach z odblaskowym "Służba Celna" dumnie umiejscowionym na plecach. Sympatycznie się patrzy na pistolety, pałki i te wszystkie mundurowe kieszonki, pokojowo 
wysiadając sobie po nużącej i monotonnej podróży w niebie.
Dobra, teraz sprawdzają paszport/dowód. Zabójczy wzrok, wzrok w dół, zabójczy wzrok, wzrok w dół, zabójczy wzrok, wzrok w dół - czynność powtórzyć jeszcze piętnaście razy - powiedział każdy kontroler dokumentów, zawsze, wszędzie, codziennie. Przeciezpo mojej twarzy nie widać, że jestem osobą ze zdjęcia mojej twarzy, nie? To byłoby zbyt proste. Na pewno mam coś na sumieniu.



2. Rzadko bywam w samolotowych toaletach, ale tym razem musiałem za potrzebą. Tak sobie stoję w tym kiblu, patrzę w lustro, nie wiem, gwizdam sobie - cokolwiek i nagle hold on, moment of realisation: stoję i sikam dziesięć tysięcy metrów nad ziemią. ja załatwiam potrzebę fizjologiczną, podczas gdy pod moimi stopami jest dziesięć kilometrów dzielących mnie od ziemi. Technologia komunikacyjna jest w cholerę rzeczą wartą takiego banalnego rozkminienia. Kiedyś parowóz hałasował, jechał wolno, trząsł, trzeba było węgla dorzucać, a dzisiaj sikałem sobie w niebie, pogwizdując spokojnie podczas patrzenia w swoje odbicie w lustrze. Damn.


3. Już nie mówcie tak o tym sylwestrze, jakby to była jakaś wylątkowo przyjemna okazja. I tak 3/4 z Was skończy go o 23 śpiąc w swoich wymiocinach.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz